Hej ludziska. Dzisiaj mam kolejny dzień ferii, który niestety spędzam w
domu. Razem z Emilką postanowiłyśmy się wybrać na sesje. Uwielbiam
zdjęcia w śniegu. Wstałam o 10.00, zjadłam i zaczęłam się malować.
Niestety kreski mi nie wychodziły i ciągle musiałam je zmywać. Wczoraj
kiedy zrobiłam je dla zabawy, to wyszły ładne w 5 minut. Czemu zawsze,
kiedy musi być ładnie nie wychodzi? Wy też tak macie?
O 12.00
przyszła do mnie Emilka z 25 warkoczykami na głowie. Wyglądała jak taka mała dziewczynka :). Zdenerwowałam się, bo baterie od aparatu mimo, że się ładowały, były rozładowane. Postanowiłam, że zrobimy zdjęcia komórką i poszłyśmy na zdjęcia. Nie sądziłam, że jest aż
tak zimno! Wiało mocno. Jak robiłyśmy zdjęcia, to ta co robiła dla
drugiej ubierała się w kurtkę, żeby bardzo nie zmarznąć. Niestety u mnie
to nie poskutkowało. Nie dość, że zmarzłam pozując, to jeszcze robiąc.
No, ale było warto. Bo zdjęcia wyszły moim zdaniem bardzo udane, mimo,
że nie ma ich zbyt wiele
Kiedy już bardzo zmarzłyśmy wróciłyśmy do mojego domu. Ręce mi tak odmarzły, że aż nie mogłam nimi ruszać.
Nakryłam je kocem, ale mało pomogło. Emilka zrobiła nam herbatę. Pomaczałam trochę ręce w ciepłej wodzie. Ulżyło. Wtedy napiłyśmy się herbaty i pocykałyśmy trochę zdjęć w domu, które też mi się całkiem spodobały.

A Wy byliście już na zimowych sesjach?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz